Olga Tokarczuk, Czuły narrator
Przemowa noblowska Olgi Tokarczuk – i już połowa z Was śpi, albo buja myślami w obłokach. Zazwyczaj miałam dokładnie tak samo, bo czyż nie brzmi to jak coś, czym nauczyciele języka polskiego czy, jak w moim przypadku, angielskiego, będą nas zamęczać? Przecież nagranie trwa półtorej godziny (dokładnie 90 minut i 24 sekundy), a transkrypcja zajmuje 25 stron PDFu. Na pierwszy rzut oka to dobry sposób by szybko zasnąć. Jednak cytując klasyka – nic bardziej mylnego.
Nie wiem czy to brak teatrów i kin, spowodowany pandemią, a więc w jakiś sposób bylejakość mojej codzienności, czy też po prostu złapało to mnie w jakimś szczególnym etapie mojego życia, ale słuchałam tego już dwa razy i zamierzam posłuchać i przeczytać jeszcze przynajmniej kolejne dwa. Sam język i głos noblistki jest w jakiś sposób piękny, nieco wzniosły, ale nie w patetyczny, przesadzony, jak wydawało mi się przez pierwsze kilka zdań, sposób.
Swoją opowieść zaczyna od nakreślenia nam swojej pierwszej fotografii. Ot, drobnostka, co jest takiego szczególnego w zdjęciu. Jednak sposób, w jaki opisuje emocje, które towarzyszą temu obrazowi, postaciom na nim przedstawionym – już to wprowadza mnie w nastrój idealny na zbliżające się jesienne wieczory, czyli herbata, kocyk, nasza wyobraźnia i to przemówienie. Zaczyna mówić o tęsknocie. Każdy zna to uczucie, tęskni się za kimś, kogo się straciło, w bardziej lub mniej trwały sposób. Jednak tutaj dowiadujemy się, że można tęsknić też do kogoś, do kogo lub czego się jeszcze nie poznało. Tęsknota, która istnieje poza czasem. Wszak nawet informacja „jestem nieobecna” zaczyna się od słowa „jestem”.
Dalej dowiadujemy się na temat otaczającego nas świata. Świat złożony jest ze słów. Jeżeli coś się wydarzy, ale tego nikt nie opowie, to czy naprawdę się zdarzyło? Wiedzą o tym pisarze, ale przede wszystkim wiedzą o tym politycy i tyrani (oraz psychopaci). Ten kto snuje opowieść ten ustala historię, ten ma władzę. Żyjemy w narracjach pierwszoosobowych, ponieważ właśnie w ten sposób tworzymy własną rzeczywistość, nasze życie, to, co nas otacza. „Opowieść snuta w pierwszej osobie wydaje się być jednym z największych odkryć cywilizacji ludzkiej, jest czytana z namaszczeniem i darzona zaufaniem. Ten rodzaj opowieści, kiedy widzimy świat oczami jakiegoś „ja” i słuchamy świata w jego imieniu, buduje więź z narratorem jak żaden inny i każe postawić się w jego niepowtarzalnej pozycji.” Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, aby nie przytoczyć tutaj całej przemowy w ramach cytatu, choć, gdybym mogła, właśnie to bym zrobiła. (W sumie samo to zdanie mogłoby wystarczyć za recenzję i oszczędziłoby czytelnikowi cennego czasu, powinnam to przemyśleć na przyszłość). Do naszych historii pierwszoosobowych dzisiaj dochodzi też internet. Internet sprawia, że każdy plecie historie, bez względu na to czy robi to odpowiedzialnie czy nie. Tylko od nas zależy jakie one są. Jeżeli są pełne nienawiści, to taki też jest otaczający nas świat. Łatwo się w tym pogubić. Przez to, że teraz każdy może opowiedzieć swoją historię, mamy dookoła siebie szum, spośród którego trudno wyłapać te najważniejsze, najbardziej wartościowe, te historie, które warto zapamiętać.
Olga Tokarczuk później płynnie przechodzi do tematu fake newsów i fake upów. Przechodzi przez to, co dzieje się z literaturą (nie, to nie będzie kolejne narzekanie jak to dzisiaj młodzież nie czyta), czym jest fikcja, a także jakie są trendy obecnie w pisaniu i jaki ma to na nas wpływ. Nie zamierzam tutaj robić konkurencji samej przemowie i bić się z nią na długość tekstu, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę, że nie dorastam pani Oldze do pięt ani językiem, ani wartością przekazu, więc nie będę już za dużo zdradzać. Było mi niezwykle miło, kiedy się okazało, że nie tylko ja wierzyłam w dzieciństwie (po przeczytaniu bajek), że przedmioty mają swoje własne uczucia i życia, ale udają przed nami, że wcale nie. I choć służy to jako przykład aby pokazać, jak różni się świat dziecka od świata dorosłego, to nadal, niezwykle miło wiedzieć, że nie jestem w tym osamotniona.
Noblistka zaprasza nas do swojej części świata, w którym obrazy mają jakby trochę więcej koloru, zapachu i ciepła. I co dziwne, ale jednocześnie wspaniałe – w tej przestrzeni potrafi poruszać tematy związane z naszą przeszłością, teraźniejszością, ale i jakże niepewną przyszłością, a także skłonić do przemyślenia swoich kolejnych kroków. To dobry czas i miejsce, aby na chwilę usiąść i przenieść się w odrobinę inny wymiar.
„(...) czułość jest bowiem sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdowania podobieństw. Tworzenie opowieści jest niekończącym się ożywianiem, nadawaniem istnienia tym wszystkim okruchom świata, jakimi są ludzkie doświadczenia, przeżyte sytuacje, wspomnienia. Czułość personalizuje to wszystko, do czego się odnosi, pozwala dać temu głos, dać przestrzeń i czas do zaistnienia, i ekspresji. To czułość sprawia, że imbryk zaczyna mówić. Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja” .”
Link do nagrania: https://www.youtube.com/watch?v=VvZAXL28K2E&ab_channel=NobelPrize
Link do tekstu (można pobrać jako pdf):
https://www.nobelprize.org/prizes/literature/2018/tokarczuk/104870-lecture-polish/
K.


Komentarze
Prześlij komentarz