KAMERDYNER - Wil Haygood








Książkę tę kupiłam sobie sama, po obejrzeniu filmu. Wcześniej nie miałam za bardzo pojęcia, że coś takiego istnieje, a szkoda. Sam film – swoją drogą, też polecam – wzruszył mnie i zaskoczył. Jednak jak chyba każdy wie, książka potrafi przenieść nas zupełnie w inne miejsca i odczucia niż film.

 „Kamerdyner” to książka opisująca prawdziwą historię czarnoskórego prezydenckiego kamerdynera Eugene’a Allena. Wil Haygood, dziennikarz i dawny korespondent zagraniczny Washington Post, w swojej reporterskiej powieści przedstawia nam głównego bohatera w okresie niewolnictwa ludzi czarnoskórych, ich prześladowań i represji. Są prześladowani, ponieważ akurat udało im się urodzić nie w tym kolorze skóry, co rasa panów. 

Sam Eugene urodził się w 1919 roku w Scotville w Wirginii, na plantacji. Po brutalnej śmierci jego rodziców został przyjęty jako chłopak do wszystkiego u białej rodziny. Tam, pod okiem starszego kamerdynera i pani domu, nauczył się manier, robót kuchennych, nakrywania do stołu i zasad etykiety. Pracował u nich do swojej pełnoletności, cały czas marząc o tym, by jak Huck Finn wyruszyć w świat, wyrwać się z tego marazmu niewolniczej służby i zwiedzić nieznane. Gdy tylko mu się udało, dzięki referencjom z domu, w którym służył, udało mu się (czarnoskóremu chłopakowi z plantacji) dostać pracę kelnera. 

Później, pocztą pantoflową zdobywał prace w różnych przybytkach, coraz wyżej pnąc się po drabinie kariery, wciąż jednak z nierozerwalnym bagażem swojego koloru skóry. Po długich staraniach udało mu się zdobyć pracę w samym Waszyngtonie, w klubie golfowym. I tak, po latach, w międzyczasie żeniąc się, trafił do Białego Domu. Eugene Allen pracował jako kamerdyner za administracji ośmiu prezydentów, od Harry’ego Trumana do Ronalda Reagana i miał okazję niejako zza kulis obserwować przemiany związane z ruchem na rzecz praw obywatelskich. Przez trzydzieści cztery lata był świadkiem historii, pozostając przez nią nierozpoznanym.

Uwielbiam tę książkę za bijące z niej ciepło. Już od pierwszych stron absolutnie zakochujesz się w głównym bohaterze, kibicujesz mu mimo wszystko, wybaczasz każdy błąd, śmiejesz się i płaczesz wraz z nim. Ta historia pokazała mi też zupełnie z innej strony kwestie prześladowań, represji, życia w ciągłym strachu, poniżeniu. Wszyscy uczymy się o tym w szkole, nie trzeba daleko szukać, choćby II wojna światowa, ale tak naprawdę mało kto może rzeczywiście powiedzieć, że wie czy wyobraża sobie jak to jest. „Kamerdyner” pokazał mi to w sposób, który do mnie trafił. Tym bardziej, że jest to książka, która powstała na podstawie opowiadań samego głównego bohatera. Ta duma, kiedy mówi o tym, że Barack Obama, czarny senator, został prezydentem, podczas gdy jeszcze całkiem niedawno, bo przecież za jego życia, czarnoskórzy ludzie musieli pracować na plantacjach i byli traktowani gorzej od zwierząt. 

Moim zdaniem każdy powinien przeczytać to choć raz. Otwiera oczy, a zarazem pokazuje porządny kawałek historii Stanów Zjednoczonych, walki o prawa obywatelskie, które są zawsze aktualne. Myślę że w dużej mierze właśnie z tej książki nauczyłam się jak te prawa postrzegać, jak bardzo ważnym jest, aby nigdy, przenigdy, nikomu ich nie odmawiać i zawsze je zachowywać, jako priorytet w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. 


K.              

Komentarze

Popularne posty